Stosunek Polaków i Polski do Ukrainy porównać można do powszechnie znanej każdemu sinusoidy. Raz pełen jest entuzjazmu a raz zniechęcenia. Po „pomarańczowej rewolucji” i gigantycznym wsparciu udzielanym zmienionej z pozoru Ukrainie, przyszedł okres zawiedzenia prezydenturą Juszczenki, rozładowanie tego napięcia w okresie „Euro 2012” a później postawienie twierdzeń o ukraińskim nacjonalizmie na piedestale w czasie obchodów sześćdziesięciolecia Rzezi Wołyńskiej w roku 2013. Po tym z kolei przyszedł Majdan który znowu przypomniał o wielkich pokładach szacunku i entuzjazmu wobec ukraińskiego sąsiada jakie były skrywane w polskim społeczeństwie.
Majdan przyhamował debaty o wspólnej polsko-ukraińskiej historii. Nie oznacza to jednak że całkowicie je powstrzymał. Dyskusje jakie przetaczały się w polskich środkach masowego komunikowania z okazji działań „Prawego Sektora” chociażby dowodzą że lęk jest u Polaków zakodowany głębiej niż przypuszczano.
Do tego zaktywizowali się zwolennicy tez propagandowych sprzecznych z ukraińską wersją wydarzeń ostatniego roku. Nie są to tylko i wyłącznie „internetowe trolle”. Na Prawicy i na Lewicy istnieją ekstremalne organizacje które popierają donieckich separatystów. Portal „Lewica Teraz” rozpisuje się o tym jak to górnicy w Doniecku tworzą państwo według zaleceń Karola Marksa. Z koli prawicowcy tacy jak Bartosz Bekier czy Mateusz Piskorski – wierni paradygmatom polskiej endecji jadą wspomagać rosyjskie wysiłki.
Na pewnym branżowym spotkaniu polskich specjalistów ds. wschodnich sformułowano ostatnio postulat by do czasu uspokojenia sytuacji politycznej na Ukrainie nie podejmować w dialogu z Ukraińcami kontrowersyjnych tematów związanych z historią i polityka historyczną. Przypominam że polskie elity stosowały już podobna politykę w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy była ona nieudana. Pod naporem żądań społecznych podjęto jednak kwestię wołyńską oraz inne kontrowersyjne sprawy z przeszłości.
W przyszłym roku do polskich kin trafi film Wojciecha Smarzowskiego o Wołyniu. Będzie to fabuła dziejąca się w czasie wojny. Będzie to kolejny pretekst do podjęcia dyskusji o tej sprawie.
Jeśli polskie i ukraińskie elity nie podejmą teraz debaty o trudnej przeszłości – podejmą ja inni. Jeśli nie teraz to już chyba nigdy.


