Україна Модерна

// Ерни Клінґер

 Звертаємо вашу увагу: через зміни в структурі сайту, цей матеріал перенесено у рубрику "Шафка з документами", де ви також знайдете інші джерельні матеріали - рідкісні архівні документи, спогади, щоденники і свідчення очевидців подій...

IntroТут публікуємо післявоєнне свідчення (або т. зв. “реляцію”) вчительки Ерни Клінґер про її життя в окупованих Бориславі, Дрогобичі та Львові. “Реляцію” записано у повоєнні роки Центральною єврейською історичною комісією (Centralna Żydowska Komisja Historyczna), яка в цей час займалася документацією Голокосту. Матеріал зберігається в Архіві Єврейського історичного інституту (Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego) у Варшаві (AŻIH, 301/1096, ErnaKlinger) і подається мовою оригіналу(польською).

Про особу Ерни Клінґер ми знаємо лише те, що розказує нам цей документ. На початок радянсько-німецької війни 1941-1945 років їй було 23 роки. Ерна була одружена і мала кількарічну дитину. Після дводенного погрому в Бориславі (з 3 по 4 липня 1941 року) Клінґери виїхали до Дрогобича, оскільки обоє були активними діячами комуністичного руху ще за “перших Совєтів”. Ерні вдалося влаштуватися на роботу кравчинею, а її чоловікові, “здібному художнику”, в художній майстерні (Städtische Werkstätte), що знаходилася під протекторатом ґестапівця Фелікса Ландау, сумнозвісного “опікуна” Бруно Шульца.

Під час другої “депортаційної” (або т.зв. “дикої”) акції 7-8 серпня 1942 року Ерну Kлінґер схопили і разом із іншими 4 тисячами бориславських євреїв[1] вислали на смерть до Белжця. Клінґер не здалася: завдяки своїм відмінним фізичним здібностям (Ерна була знаною танцівницею та доброю гімнасткою) вона спромоглася вистрибнути з вагону, що прямував до однієї з найвідоміших “фабрик смерті”. Спритність врятувала її від певної смерті, хоча на цьому пригоди Клінґер не скінчилися.

По поверненню в Дрогобич вона потрапила в центр протистояння всередині дрогобицького керівництва СС, зокрема СС-манів Беєра та Ґюнтера. Реляція Клінґер подає яскраві картини цього: перший ненавидів Ґюнтера, оскільки останній під час серпневої акції 1942 року вбив “його” єврея, мільйонера Генефельда.[2] Беєр хотів помститися Ґюнтерові і знайшов для цього нагоду: він допоміг Ерні Клінґер звільнитися із рук гестапо, куди привів свою спійману жертву його суперник. Ерна не стала чекати, поки Карл Ґюнтер отримає додаткову можливість реалізувати свою погрозу “за першої ж можливості застрелити її як пса” і з арійськими паперами втекла з дитиною до Львова. Там вона кілька разів потрапляла в гестапо чи поліцію, де її ретельно перевіряли. Ерну та її дитину переслідував німецький залицяльник. Вона як «арійка» сиділа в тюрмі на Лонцького за те, що переховувала єврея, котрий насправді був її чоловіком. І, все ж таки, вона вижила. Історія Ерни Клінґер - це історія зі щасливим кінцем, історія неймовірних викликів і людських зусиль, і, звичайно ж, надзвичайного везіння.

 

Erna Klinger, ur.[odzona] w Wiedniu 1918

b. nauczycielka, krawcowa

Aryjskie papiery

Borysław, Drohobycz, obóz w Stryju,

Lwów, więzienie na Łąckiego

Borysław Gdy Rosjanie wycofali się z Stryja, wypuścili więźniów pospolitych, a politycznych skończyli i zostawili trupy w więzieniu, nie mając czasu na ich pochowanie. Milicjanci Ukraińcy po odejściu Rosjan masakrowali trupy pozostawione przez Rosjan w więzieniu, wycinali języki, wydłubywali oczy, sznurowali drutem usta, by podburzyć ludność do ekscesów przeciw Żydów, że w tak okrutnych rękach ginęli aryjczycy, z rąk żydo-komuny. Uwagę Polaków odwrócono od Niemców, a skierowano na Żydów. Tłum zebrany pod gmachem N.K.W.D. Krzyki: “bić Żydów”.[3]

Polacy i Ukraińcy wpadli do mieszkań żyd[owskich], ponieważ nie mieli jeszcze wprawy, nie rozbijali mieszkań żyd[owskich], dopiero Niemcy kolbami rozbijali drzwi, biją, wyrzucają rzeczy przez okna. To dało asumpt ludności polskiej i ukr[aińskiej] do mordowania Żydów. Wprawdzie Borysław był ośrodkiem robotniczym, ale gdy padł znany działacz komunistyczny (nie pamiętam jego nazwiska) komuniści dali się podburzyć ciemnemu tłumu i razem mordowali.

Na ulicach walały się mózgi, wyrwane języki, wyłupione oczy Żydów. Zaprzątnięto Żydów do wożenia trupów, mycia ulic y krwi. Ponieważ ja i mój mąż byliśmy [S. 17] zaangażowani w robocie komunistycznej, wyjechaliśmy z dzieckiem do Drohobycza. Zgłosiłam się do pracy dobrowolnie, jako rękawiczarka i krawczyni. Pracę otrzymałam.

W Drohobyczu w sierpniu 1941 r. I akcja, niezorganizowana tzw. “dzika”. Obstawiono ulicę milicją, łapanka. Kierowali akcją SS. Gabriel,[4] SS. Günter[5] i SS. Landau,[6] zwany futbolistą, bo kopał. Dzięki memu “dobremu wyglądu” kręciłam się po ulicach. Mój mąż widząc zbliżających się SS-manów, wyskoczył z okna, zauważył to SS-man Landau, zbił go i zaprowadził na plac, gdzie zgromadzono Żydów. Doszłam do SS. Güntera, któremu zrobiłam rękawiczki, żeby mi jako pracownice SS. zwolnił męża. Zwolnił go, ale wprzód skopał go niemiłosiernie, a ponieważ nie miał sił go bić dalej, wziął do pomocy milicjanta ukrainsk[iego]. Spędzonych na Sammelstelle [місце для зборів – Прим. Ред.] Żydów wywieziono do pobliskiego lasu do Bronicy i rozstrzelano.

Miałam zaświadczenie jako pracownica Gestapo, był to dla mnie „gliejt” chodziłam swobodnie po mieście, oczywiście nie chodnikiem, tylko jezdnią.

Następne akcje bardziej zorganizowane, już nie łapanki. Wzywano mężczyzn do pracy i odsyłano do obozów n.p. do Stryja do budowy mostów.

Stryj. Naczelnik Niemiec około 60 lat, stracił 6-ciu synów na wojnie. Zrzucał pracujących na moście Żydów do wody i gdy usiłowali dopłynąć do brzegu, oczekiwał ich na brzegu i rozbijał im głowy siekierą.

W obozie ogromny rygor. Natychmiast do pracy musiały się kłaść spać. Nie wolno się myć po pracy. Jeśli kogoś zastawał [S. 18] przymyciu bil go do utraty przytomności.

Drohobycz. Znów wezwanie by stawić się do pracy. W sobotę rano stawiły się tłumy nibi do pracy, otoczone policją około 1000 Żydów. Bito ogołocono doszczętnie z mienia, autami odwieziono do Bronicy, rozebranych do naga rozstrzelano.

Deportation

Дрогобич, 1942, депортація євреїв. Цю та іншу фото взято із архіву Яд Вашем

Judenrat dostarczył 3000 Żydów najbiedniejszych, bogaci się wykupili, nazywało się, do pracy. Była to pierwsza tego rodzaju akcja, gdzie spędzono kobiety, dzieci, starców. Przyszli wszyscy z bagażami. Odziewano ich do Bełżca.[7] Zgłosił się pełny kontyngent, spokojnie szli do wagonów. W następnych akcjach już ludzie orientowali i nie zgłaszali się dobrowolnie do “pracy”.

Mąż mój, zdolny malarz, pracował w Städtische Werkstätte, jako projektodawca zabawek. Tu skoszarowana młodzież najbardziej wpływowych rodzin w mieście. Kierownik Żyd przyjmował na tę placówkę tylko za pieniądze. Była to najpewniejsza placówka po protektoratem Staupthauptmana i Obersch[arführer] Landau. Ponieważ nie miałam pieniądze, zwróciłam się do Landau o protekcję. W ten sposób przyjęto mego męża bez pieniądze bardzo niechętnie i gdy zrobiono listę stałych pracowników i dorywczych, kierownictwo żydowskie umieściło mego męża na liście pracowników dorywczych. Mąż mój był podstawą działu zabawkowego, jako zdolny malarz i projektodawca, w porozumieniu y kierownikiem aryjskiego Arbeitsamtu [відділ працевлаштування – Прим. Ред.] orzekał, czy dane zabawki odpowiadają mentalności dziecka niemieckiego, i wszystkie projekty męża były akceptowane. Mąż robił projekty [S. 19] ozdobienia sal ratuszu, rynku i całego miasta na przyjęcie Franka[8]. Stadthauptman powiedział wtedy do męża: „jakie to dziwne, że naród żydowski posiada tak wybitne zdolnych ludzi”. Gdy mąż zagroził kierownictwu żyd[owskiemu] że zwróci się do SS. Landau, umieszczono go na liście stałej i zaczęto się z nim liczyć.

Znowu wezwanie do „pracy”. Tym razem już się orientowana, prawie nikt się nie zgłosił. Ponieważ brak do kontyngentu, akcja „dzika”.[9] Wpadali do domów, rabowali, bili. Czwartek, piątek, sobotę, byłam ukryta u aryjki. Męża schowałam pod łóżko, na kraju postawiłam małą walizkę, pantofle, nocnik. Robiło to wrażenie, jakby nikogo nie było pod łóżkiem. Nocnik uratował męża. Wpadli do pokoju, zabrali mnie, nie zaglądali pod łóżko przez nocnik „verfluchtes nachtgeschirr”.[10] Prowadzą mnie na Sammelstelle. Gertruda Sebel, kochanka SS Landau strzelała niby do wrony i zastrzeliła Żyda prowadzonego przez 2 milicjantów ukr[aińskiego] Młoda dziewczyna z Hitlerjugend Strzeliła z tyłu do prowadzonego przez konwojentów Żyda.

Na Sammelstelle błoto po kolana, wszystko się działo w kuczki, nie wolno stać, ukraińcy walą kolbami. Była tu grupa cyganów, która poszła tym transportem do Bełżca.

Akcja na mieście skończona, teraz zaczyna się akcja wywózki. Zjawia się Judenrat z inż[ynierem] Backenrothem kierownikiem Arbeitsamtu żyd[owskiego] z SS. Landau z listą, wywołują nazwiska najbardziej wpływowych Żydów w mieście, którzy zostali uratowani.

Idziemy do wagonów. Prowadzę małego chłopczyka, trupek, który słania się na nogach od głodu i nie może iść o własnych siłach. W sobotę załadowano nas do zaplombowanych wagonów. Wszystko śmiertelnie zmęczone, od czwartku czekali na Sammelstelle, dzieci głodne. Padał deszcz przez okienko chwytało się króple wody dla dzieci, głód, jedni napadali na drugich, gdy ktoś żuł chleb wydzierano go dla dzieci. Jeden Żyd zwariował, jakiś starszy Żyd sprzedawał kobietom chustki na głowie, kłótnie, przekleństwa. Byłam dobrą gimnastką, postanowiłam wyskoczyć z wagonu, deszcz lał strumieniami, odwróciłam płaszcz na drugą stronę, bo na wypadek, gdyby mi się udało, chciałam zachować czysty wygląd. Koło Lwowa w nocy wyskoczyłam i o drut okienka rozdarłam sobie oko. Zatamowałam krew błotem. Całą noc przesiedziałam na moczarach (od tego czasu cierpię na isohias). Rano odwróciłam płaszcz na czystą stronę i poszłam do wsi Kaczujów k[oło] Czerkez. Intuicyjnie podeszłam do ubogiej chatki, gospodarze przyjęli mnie, udawali, że nie wiedzą kim jestem, ułożyli mnie na piecu, żebym się rozgrzała, nakarmili, schowali na strychu.

Nazajutrz chłop, chociaż miał pracę w polu. Odprowadził mnie wsi Mikolajów, dał mi do ręki buciki żony (moje zgubiłam w moczarach), chusteczkę na głowę, wyglądałam jak chłopka i z pomocą Judenratu pojechałam autem do Drohobycza.

Moje przybycie narobiło dużo ruchu. Znano mnie. Byłam znaną sportsmenką i tancerką. Lekarze zaofiarowali się zoperować mi oko. „Zdał” mi Ukrainiec. Po tygodniu przyszli po mnie z Günterom i zaprowadzili na gestapo. [S. 21] Przechodziliśmy obok sklepu Grubera, który zamykając sklep narzucił na siebie kurtkę bez opaski, bo opaskę miał na marynarce i w pośpiechu zapomniał zdjąć i ubrać na kurtkę. Daremnie tłumaczył się Günterowi, ten bił go i kopał, a gdy przystąpiła żona i wstawiła się za mężem, zabrał oboje na gestapo. Dali nas na salę, gdzie byli ludzie przeznaczeni na rozstrzał. Żydzi z Sambora, których nie zdążyli przewieść z transportem do Bełżca, bo auto miało defekt w drodze, cyganki, prostytutki, Polki, przyłapane na kradzieży podczas akcji. Gruberowa przyrzekła biżuterie strażnikom, jeżeli ją wypuszczą. Okrutnie zbili rabinkę, zdarli jej z głowy chustkę, perukę.

Zaprowadzili mnie na inną cele, gdzie była matka z córką, posądzone o komunizm. W czasie akcji sierpniowej, kiedy byłam w transporcie do Bełżca, SS. Beer ukrywał byłego właściciela swego mieszkania, Żyda Henefelda, znanego milionera. Kiedy zwróciłamsię do niego o pomoc dla jego siostry, która głoduje, otrzymałam odpowiedź, że on z rodziną jest również bez środków. Kiedy podczas akcji zastrzelony został przez SS. Güntera, na ganku mieszkania SS. Beera, znaleziono u niego kosztowności za pół miliona złotych przedwojennych. Każde z jego wnuków i dzieci, posiadało przy sobie pokaźną sumę, co opowiadał wnuk jego memu mężowi. Po śmierci Henefelda wywożono z jego domu autami ciężarowymi prowianty, ryż cukier, tłuszcz, materiał, bieliznę, skórę i t. p. Prócz tego w węglu w piwnice znaleziono drugi skarb.

Montage

Дрогобич, монтаж фотографій членів поліції (Schutzpolizei) та гестапо. Третій зліва у нижньому ряді - Фелікс Ландау.

W dniu mego aresztowania, mąż mój udał się w mojej sprawie do Maćka Kuhrberga,[11] prezesa Judenratu i zastał [S. 22] tam SS. Beera, który w pidżamie przyszedł do Maćka na wino. SS przychodzili co dzień do członków Judenratu na hulanki. Odbywały się prawdziwe libacje. W ogóle charakterystyczne dla Drohobycza [było], że z jednej strony niesłychany luksus, z drugiej – skrajna nędza, ludzie puchli z głodu. SS. Beer nienawidził Güntera, który mu zastrzelił jego Żyda Henerfelda i w pidżamie poleciał do Bloka CK, szefa SS [комендант гестапо – Прим. Ред.], w mojej sprawie i zatelefonował na gestapo, żeby mnie przenieść na inną salę. Nazajutrz odprawiono mnie do domu. Günter oświadczył Kuhrbergowi, że przy pierwszej sposobności zastrzeli mnie jak psa. W tym dniu rozstrzelano 400 jeńców sowieckich. SS. Gabriel zwrócił się do mnie, żebym mu załatwiła złote franki na zęby dla żony. Za to, że mnie raz wypuścił podczas obławy.

We wrześniu 1942 r. Niespodzianie akcja. Rozsiewano wieści, że przygotowuje się akcja na aryjczyków, łapanka do Niemiec, przygotowano auta. Był to podstęp, by uśpić czujność Żydów. Żydzi nic nie przeczuwali, nawet O. D.[emany, Jüdischer Ordnungsdienst, єврейська поліція – Прим. Ред.].

Rano przybiegł do mnie komisarz policji ukr[aińskiej], bardzo mi życzliwy Grigorczuk i ostrzegł, że dziś zacznie się akcja. Mąż za 1000 zł. ulokował mnie u aryjki. Akcja trwała cały tydzień. Okrutna akcja, bo się niczego nie spodziewano. Strzelano wtedy na ulicy członków Judenratu, idących do pracy. SS. Günter i Krause wpadli do Städtische Werkstätte. Günter zastrzelił na miejscu sekretarza agr. Liebermana, który telefonował do Stadthaupmana o pomoc. Krause w całej akcji nie brał udziału, tylko cały czas fotografował wszystko, co się działo. Günter oświadczył, że SS. Zlikwiduje Städt[ische] ‘Werkstätte, zostawią tylko dział koszykarski i szczotkarski.

Ustawiono wszystkich w szeregu i kazano wystąpić pracujących w dziale koszyk.[arskim] i szczotkarskim. Mój mąż [S. 23]zorientował się natychmiast i wystąpił razem z nimi. Kierownik Löwenberg pociągnął żonę, zauważył to Günter, stanął na ławce i bił Löwenberga pasem ze strony sprzączki, a Krause to wszystko fotografował. Löwenberga zalała krew i zachwiał się, wtedy Günter nasycił się już krwią, zabrał go Sammelestelle. Tam za pośrednictwem Judenratu złożył pół miliona okupu i został wraz w żoną zwolniony. Wielu bogatych okupiło się wtedy.

Niespodzianie po tej akcji w tydzień później znowu akcja. Trzymała mnie Polka do wieczora, a gdy się dowiedziała, że jest akcja (mieszkała za miastem) wyrzuciła mnie w nocy z dzieckiem na dwór. Postanowiłam wyjechać do Lwowa, i bez żadnych znajomości z 300 zł. puściłam się w drogę. W nocy przyszła do mnie służąca, wierna mi Ukrainka i zaprowadziła mnie na dworzec. U wejścia stał policjant ukraiński, który mnie znał, moja służąca zaczęła z nim flirtować i prześlizgnęłam się na dworzec.

Przyjechałam do Lwowa, przeczytałam w gazecie anons o pokojach noclegowych na ul. Romanowicza. Była to pułapka, gospodyni Polka, w kontakcie z SS. Byłam tak niedoświadczona, że miałam przy sobie kompromitujące listy. Miałam wadliwą wymowę r. W czasie drogi ogromną siłą woli zmusiłam się do wymawiania czystego “r”, tak że moja polszczyzna nie pozostawiała nic do życzenia. W nocy rewizja – znaleziono list (mój mąż Żyd, ja aryjka i prośba do Judenratu lwowskiego, żeby się mną zająć, ze względu na to, że chociaż aryjka, zrobiłam dużo dobrego dla Żydów) trzymali mnie pod obserwacją 3 dni, kazali modlić i wypuścili.

[S. 24]Bardzo mnie ratował mój “dobry wygląd” i dziecka. Równocześnie ze mną przyszły dwie Żydówki i małżeństwo żydowskie. Obserwowałem ich zachowanie. Zatracili chęć do walki, po pierwszym uderzeniu przyznawali się, zwłaszcza gdy im przyrzekano, że jeśli się przyznają, zostaną uwolnieni i wpadali w pułapkę. Znaleziono u nich woreczek z brylantami. Pokazał mi SS., mówi, „czy to nie najlepszy dowód, że to są Żydzi”. (przy wszystkich rewizjach ratowało mnie, że nie znaleziono u mnie pieniędzy).

Wypuścili mnie. Kręcę się bezdomna z dzieckiem na ulicy, z małą walizeczką w ręku. Spotykam gazeciarkę, pytam, czy nie wie o mieszkaniu. Zaprowadziła mnie do siebie. Były tam 3 siostry, niegdyś urzędniczki, obecnie gazeciarki, zaopiekowały się mną i dzieckiem. Mieszkałam u nich bardzo krótko niezameldowana. Ktoś im wskazał, ze jestem Żydowką, prosiły, żebym sobie wyszukała inne mieszkanie.

Przypadkowo poznałam Niemkę Ilsę Block z Berlina, skrajną przeciwniczkę Hitlera, osobę o lekkich obyczajach, o złotym sercu, miała duże wpływy, bo pochodziła z rodziny szpiegowskiej, bezinteresownie pomagała Żydom. Zaopiekowała się mną i dzieckiem i pojechała z Polakiem Brzykowskim, człowiekiem bardzo prostym, b[ardzo] szlachetnym do Drohobycza, po mojego męża. Mój mąż z okazji nie skorzystał, bo miał palto u krawca. Ilse słusznie oburzona, nie chciała się więcej starać o mieszkanie dla nas i zbuntowana przez pewną Żydówkę, która chciała u niej ulokować swego męża, wypowiedziała mi mieszkanie. Znajomy szofer postarał mi się o mieszkanie u tancerki kawiarnianej Janiny Zielińskiej, [S. 25]która domyślała się, że jestem Żydowką i trzymała mnie dwa miesiące.

Byłam bez pracy. W gazecie ogłaszał się Nikolaus Konys, wyrabiał zaciemnienia. Udałam się do niego. Podejrzane mu się wydawało moje nazwisko „Eckert” moja poprawna niemczyzna i że uparcie się wypierałam, jakobym była „Volksdeutchką”, a więc jesteś „Żydówką” i zaprowadził mnie na komisariat. Dostałam dwa razy w twarz, żebym się przyznała. Trzymałam się mocno. Zadzwonili do Drohobycza, próbowali pieczęci na moich papierach, okazało się, że moje papiery są pierwszorzędne. Komisarz oświadczył, że nie ma żadnych podstaw do zatrzymania mnie. Konys zaprowadził mnie do siebie, zrewidował mnie, położył na stole moje dokumenty i udając zmęczonego położył się w drugim pokoju na kanapie i obserwował mnie czy ucieknie. Obliczyłam, że ucieczka w tym wypadku jest chybiona i wytrzymałam tę próbę nerwów, udawałam że zasypiam, a wszystko we mnie drży. Postanowiłam ryzykować.

Zwróciłam się do niego oburzona, jakim prawem trzyma mnie w pokoju, zażądałam żeby mnie zaprowadził na gestapo. Od razu zmienił ton. Prosił mnie o wybaczenie mu krzywdy, jaką mi chciał wyrządzić, pomylił się i nieśmiało proponuje mi pracę u niego. Przyjęłam. Prowadziłam buchalterię i gospodarstwo. Opowiadał mi, że wydał wielu Żydów, którzy zgłosili się do niego o pracę. Umyślnie ogłaszał się w gazecie, by zwabić Żydów. Prowadząc buchalterię wykryłam wiele oszustw, wiedziałam, że kryje się przed wojskiem. Było mi nieźle do czasu, dopóki mi się nie oświadczył, upadł mi do nóg. [S. 26]Roześmiałam się urągliwym śmiechem, ubodło go, że Polka odtrąciła Niemca i zaczął prześladować dziecko (chodziłam z dzieckiem do pracy) straszył ją w wyrafinowany cyniczny sposób. Dziewczynka 2 latka, bardzo łagodna z natury, płakała słysząc jego kroki. Wypowiedziałam posadę. Przychodził do mnie do domu, na klęczkach błagał, żebym wróciła. Wezwano go do Warszawy. Odetchnęłam z ulgą, chociaż okrutnie głodowałam z dzieckiem.

Tymczasem Konys wrócił, po stracie całego majątku i zamieszkał u mnie. Znęcał się nade mną i dzieckiem, doprowadził mnie do rozpaczy. Ciągle mi powtarzał: „ty za dużo o mnie wiesz, słabych nie uznaję, jeżeli ktoś jest słabszy przejdę po jego trupie”. Raz zamknął się z dzieckiem przez noc i nie chciał mnie wpuścić. Żeby się od niego uwolnić, podałam na policję, że ukrywa się przed wojskiem. Zaaresztowano go. Konys wykręcił się i żeby się mnie pozbyć, podał, że jestem Żydówką (sądził, że jestem Polką). Wezwano mnie na gestapo. Pytano mnie o religię. Co się dzieje przed mszą, jakie się śpiewa pieśni i t.p. Nie miałam pojęcia. Roześmiałam się i pytam gestapowca, czy odpowiedziałby na takie szczegółowe pytania. Przyznał że nie. Agent polski uważał, że to są zasadnicze rzeczy, wściekły na gestapowca, że to zbagatelizował. Zeznawałam przeciw Konysowi, że popełniał różne fałszerstwa i zasypałam go na całego. Przyprowadzono Konysa.

Gdy zrozumiał, że on jest aresztowany, nie ja, zbladł śmiertelnie. Komisarz: “będę pani bardzo zobowiązany, jeśli pani dopomoże do zdemaskowania tego Blaufogla, bo tacy są zakałą naszego narodu”. Więcej go nie zobaczyłam. [S. 27]Komisarz kazał mi przyjść nazajutrz, dla podpisania protokołu. Strasznie dla mnie przyjście w dzień na gestapo, gdzie kręcą się SS. z Drohobycza. Poszłam, podpisałam, aż wszystko we mnie drżało ze zdenerwowania. Z pomocą komisarza, na którym zrobiłam świetne wrażenie, zameldowałam dziecko.

Dostałam pracę przy wojskowości jak pokojówka. Potrafiłam utrzymać dystans i cieszyłam się szacunkiem żołnierzy i oficerów. Raz przyszli po mnie z Feldgandarmerie. Co ja przeszłam, niż dowiedziałam się, że tu chodzi o kradzież. Puścili mnie wolno. (W garbarni we Lwowie, robotnik Żyd ukradł kawałek skóry. Dyrektor fabryki Niemiec, kazał go rozebrać do naga (trzaskający mróz) przywiązać do drzewa, wszyscy robotnicy musieli oglądać to widowisko. Żyd błagał, żeby go zastrzelić. Opowiadał mi to naoczny świadek, robotnik z tej fabryki).

W czasie likwidacji obozu janowskiego[12], widziałam jak wieźli skrzynie, w nich zmasakrowani Żydzi, wystawał kawałek ręki, nogi, ze skrzyni lała się krew. W obozie powiesili Żyda za nogi i krajali po kawałku, nasyceni krwią, zastrzelili go.

Tymczasem przyjechał mój mąż. Pewnego razu przechodziłam przez park, stała grupka milicjantów, kilku [S. 28] z Drohobycza, poznali mnie, zaprowadzili do domu, znaleźli męża, rewizja, dziwili się że nie znaleźli brylantów, że Żydzi tak biednie żyją, zaprowadzili na gestapo. Stąd do więzienia na Łąckiego. Moim szczęściem było, że przyszła dwa dni po wywózce na Majdanek. W tej wywózce znajdowali się aryjczycy, którzy siedzieli 8 miesięcy bez przesłuchania. Więzienie było próżne. Po kilku dniach zapełniło sobie. Więzienie wybrukowane płytami z żyd[owskich] grobowców. Rzucono mnie do celi aryjskiej, gdzie byli więźniowie posądzeni o ukrywanie Żydów. Rewizje przeprowadzała Rosjanka. Kazała robić przysiady, czy nie mamy ukrytych kosztowności w pochwie, zaglądała do włosów, do ust. Zaprowadzono nas do łaźni, ukąpano sprzątaliśmy koce sienniki, po więźniach, tak że z miejsca obsiadli nas wszy.

SS-man Martels okrutny sadysta. Śmiertelny strach, gdy zachodził do celi. Gdy dziecko zapłakało, ze złości rozbijał główkę o ścianę, niezależnie czy polskie czy żydowskie dziecko. Uwielbiał moją dziewczynkę, przynosił jej cukierki, wszyscy SS-sowcy przynosili jej jaja, kiełbasę i t.d., tak że nic nam nie brakowało. Zresztą wyżywienie nie złe, ponieważ komitet polski dostarczał więźniom 25 dkg chleba z marmeladą, na obiad dobrą zupę z kawałkami mięsa, na kolację „melka” rozgotowana mąka na tłuszczu. Więźniowie niemieccy mieli osobne skrzydło [S. 29] z największym komfortem ż klozety angielskie, umywalki z bieżącą wodą. Kilka więźniarek, które siedziały dłużej, zostały agentkami. Z żydowskich materiałów liturgicznych robili staniki, pantofle. Na zapytanie co to za materiał, odpowiadały: „takie żydowskie aj wajwaj”. Więźniarki Polki oburzone za taką profanację religii. Raz wszedł do celi komendant więzienia – pyta za co siedzę. Odpowiadam za przechowywanie Żyda. A to dziecko?­ ­„Ze mną”. Co za okrucieństwo więzić dzieci, jak by nie wiedział, ze następnej celi jest pełno dzieci żydowskich. Miałam prawo wstępu do celi dzieci, zanosiłam im chleb, marmeladę, otrzymane ze zbiórki wśród kobiet pracujących w obieralni. Zwróciłam się do komendanta, aby pozwolił wychodzić dzieciom na podwórze więzienne, pod moim dozorom. Zgodził się chętnie, bo trzeba dzieciom dać humanitarne warunki. Od tego czasu kucharz przynosił na tacy drugie śniadanie dla dzieci, chleb z masłem i z tego robiono zdjęcia. Ponieważ dla dzieci za zbyt monotonne chodzenie po podwórzu, zaproponowałam gimnastykę, gry i zabawy. Zachwyceni moim pomysłem. I znowu zdjęcia. Raz komendant więzienia i SS. obserwował mnie podczas zabaw i słyszałam, jak komendant powiedział do SS-manów: „ausgeschlossen das ist keine Judin”.[13] Wymuszali zeznania prądem elektronicznym, bili laską sękatą grubości pieści. Raz prowadzili [S. 30] mnie na sale zeznań, wybiegła sekretarka: “nie można wejść, tamten jeszcze leży”. Gdy weszłam laska była zakrwawiona. Za mego pobytu na Łąckiego zaszedł następny wypadek: uwięziono dwie przyjaciółki. Jedna Żydówka, druga Polka, podejrzana o Żydowstwo. Poddano je próbę krwi. Żydówka wyszła natychmiast jako czystej krwi aryjka, a prawdziwą aryjkę Polkę zaaresztowano, bo jej krew nie była grupy aryjskiej. Dopiero dzięki owej Żydówce, która wyszła pierwsza, rodzina interweniowała w jej sprawie. Dwa wypadki wyskoczenia przez okno. Raz młoda dziewczyna, polityczna, okrutnie zbita na śledztwie, z obawy że nie zniesie drugi raz takich mąk i wsypie kogoś, złamała żebra, i Żydówka, która się zabiła na miejscu. W piwnicach siedzieli Żydzi, okrutnie głodowali.

Dnia 10 września 1943 roku wywieziono ich na Piaski [місце масових розстрілів в Янівському таборі у Львові – Прим. Ред.] na rozstrzelanie. Zabrano dzieci. Okrutnie zbito chłopca, który uparcie twierdził, że nie jest Żydem. Kazano nam iść na górę, żebyśmy nic nie widziały, słyszeliśmy rozdzierające krzyki dzieci. Siedziała Polka i Ukrainka za ukrywanie Żydów. Polka ukryła ojca z córką w skrzyni, a trzech Żydów we wnęcę ściennej. Policja wykryła ukrytych w ścianie, a wtedy ci Żydzi wydali ojca z córką ukrytych w skrzyni. Polkę i Ukrainkę uwięziono. Polka wżęła całą winę na siebie, wysłana do Majdanka. Ukrainkę zwolniono.

Zachorowało mi dziecko. Oddano mnie na celę chorych. [S. 31]Leżały tu chore nie leczone. Jedna Polka z elity warszawskiej odchodziła od zmysłów, nie leczona, nie przesłuchiwana, dwie Rosjanki partyzantki, podstrzelone, jednej gniło płuco, druga sparaliżowana, gniła jej noga.

Uratował mnie jeden oficer z wojskowości, który mi dał mundur do czyszczenia i miał pretekst by mnie odwiedzić i to mnie uratowało. Zwolnił mnie komendant mówiąc: „biada ci kiedy raz jeszcze przyjdziesz na Łąckiego”. Udałam się do znajomego kolejarza Niemca, człowieka bardzo szlachetnego, który mnie przyjął z dzieckiem. Byłam bez grosza, dałam płaszcz do sprzedania Ukraince. Ta nie chcąc mnie zapłacić podała na policję, że jestem Żydówką, chociaż mnie wcale nie znała. Przyszła policja, ponieważ nie mieli prawa wziąć mnie z mieszkania niemieckiego, polecili mojemu gospodarzowi dobrze mnie pilnować, a sami poszli na gestapo. Kolejarz wyszedł do pracy, wyszłam drugim wyjściem, wydrapałam się na mur i zeskoczyłam na ziemie, zwichnęłam sobie nogę i zawlokłem się do znajomych Polaków, którzy ukrywali Żydówkę komunistkę. Mieli nielegalne radio. W nocy ruch. Pukają. Policja. Zdrętwiałam. Była to zwykła nocna kontrola. Nie znaleźli nic podejrzanego. Po tygodniu wróciłam do kolejarza, zabrałam ze sobą ową Żydówkę, która Polacy wyrzucili, ukryłam ją w komórce na węgle, a później w pokoju za komodą. Przeszłam okropne rzeczy, stale w napięciu, żeby się szelestem nie zdradziła, brałam w nocy 8 proszków, żeby nie spać i czuwać. Pomogła mi moja 4-letnja dziewczynka. Gdy słyszała szelest kroków na schodach wolała: „Sonja, schowaj się”. Była u mnie 3 miesiące. Aż do przyjściu Armii Czerwonej nie wydarzyło mi się już nic specjalnego.



[1] Encyclopedia of camps and ghettos, 1933-1945. Vol. II. Ghettos in German-occupied Europe. Part B. ed. by Geoffrey Megargee, Martin Dean. Indiana University Press, 2012, 775.

[2] У Дрогобичі кожен гестапівець мав “своїх євреїв”, які надавали йому різноманітні послуги та знаходилися під його протекцією. Це часто призводило до зіткнень між гестапівцями та зведення порахунків між ними, від чого часто страждали євреї. Згадаймо досить відому історію протистояння між Феліксом Ландау та вище згаданим Карлом Ґюнтером, що визначила долю Бруно Шульца. Ландау свого часу застрелив Ґюнтерового дантиста Льова (Löwe), і Бруно став трагічною жертвою цього антагонізму, загинувши 19 листопада 1942 року, у т.зв. “чорний четвер”, на вулиці Дрогобича від рук Карла Ґюнтера. Детальніше про смерть Бруно Шульца і історію з помстою див.: Jerzy Ficowski, Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schultz i jego mitologia (Fundacja Pogranicze, Sejny, 2002), S. 98-102; “Requem. Alfred Schreyer i Abraham Schwartz rozmawiają o śmierci Brunona Schultza”, w Małgorzata Kitowska-Łysiak, Schultzowskie marginalia (Wydawnictwo KUL, Lublin, 2007), S. 143-152. [Прим. Ред.]

[3] В перші ж дні після приходу німців до Борислава вибухнув погром, який відбувався за львівським сценарієм. Він тривав протягом двох днів (з 3 по 4 липня 1941), під час якого загинуло близько 300 людей, переважно євреїв. Цікавим є те, що головними дійовими особами у погромі, на думку дослідника Владіміра Меламеда, були навіть не німці, українська допоміжна міліція чи місцеве «шумовиння» (так зазвичай окреслюють винуватців погрому українські джерела), а українські селяни із навколишніх сіл (Vladimir Melamed, “Organized and Unsolicited Collaboration in the Holocaust. The Multifaceted Ukrainian Context”, East European Jewish Affairs, Vol. 37, No. 2 (August 2007), 234). Детальніше про львівський погром 1 липня 1941 року див.: John-Paul Himka, “The Lviv Pogrom of 1941: the Germans, Ukrainian Nationalists, and the Carnival Crowd”, Canadian Slavonic Papers, Vol. LIII, Nos. 2-3-4, June-September-December 2011, pp. 212-245.[Прим. Ред.]

[4] Джосеф Ґабріель (Joseph Gabriel) – гауптшарфюрер СС, керівник Єврейського відділу гестапо (“Requem. Alfred Schreyer i Abraham Schwartz…”, 146), як член німецької поліції безпеки в Дрогобичі в 1942-1943 роках брав безпосередню участь у переслідуванні та винищенні єврейської громади міста. В 1959 році у Відні був засуджений до довічного позбавлення волі, а вже у 1963 році його було звільнено (Encyclopedia of camps and ghettos, 776). [Прим. Ред.]

[5] Карл Ґюнтер (правильне написання імені – Karl Günther) – гауптшарфюрер Дрогобицького СС, найймовірніше убивця Бруно Шульца. [Прим. Ред.]

[6] Фелікс Ландау (Felix Landau) – обершарфюрер SS, член Айнзацкоммандо поліції безпеки, був спочатку у Львові, а потім – з липня 1941 року у Дрогобичі, відомий “опікун” Бруно Шульца. До травня 1943 року Ландау займався організацією єврейської праці у місті; під час війни вів щоденник (“Once again I`ve got to play general to the Jews”: from the war diary of Blutordenstrager” Felix Landau, in The Holocaust. Origin, Implementation, Aftermath. Ed. by Omer Bartov (Rotledge, London, 2000), 185-204). У 1962 році суд Штутґарта засудив Ландау до довічного ув’язнення (Encyclopedia of camps and ghettos, 776). [Прим. Ред.]

[7] Це була перша перша депортацій на акція «найбідніших» євреїв Дрогобича, котра відбулася 25 березня 1942 року. Після цієї акції у травні цього ж року міська єврейська громада нараховувала близько 12.400 осіб. (Encyclopedia of camps and ghettos,775).

[8] Ганс Франк (Hans Frank) – генерал-губернатор Генеральної губернії, до якого входила окупована Польща, в тому числі Галичина включно зі Львовом і Дрогобичем. Франк відвідав Дрогобич та Львів у червні 1943 року. [Прим. Ред.]

[9] Акція відбулася 7-8 серпня 1942 року. Перед цим нацисти згромадили у Дрогобичі євреїв з навколишніх Стебника, Трускавця і Меденичів. Близько 100 осіб було вбито на місці, а 4 тис. євреїв було депортовано до “фабрики смерті” Белжця. (Encyclopedia of camps and ghettos,775).

[10] з нім. “проклятий нічник”. [Прим. Ред.]

[11] Скоріше за все йдеться про Мауріція Рурберґа (Maurycy Ruhrberg), а не Курберґа, який був заступником голови Дрогобицького Юденрата, Др. Ісаака Розенблатта (Isaac Rosenblatt) (див.: Brief history of the Jews of Drohobycz and Boryslaw. Compiled by William Fern (Drohobycz-Boryslaw Reunion, N.Y., 1985), 15-19). В 1943 році Рурберґ з родиною зробив собі арійські документи і втік у Варшаву, де його арештувало гестапо і відправило назад до Дрогобича. (Paul Mark, “Patterns of Cooperation, Collaboration and Betrayal: Jews, Germans and Poles in Occupied Poland during World War II”, 119-120 http://glaukopis.pl/pdf/czytelnia/PatternsOfCooperationCollaborationAndBetrayal.pdf). Згідно зі свідченням Альфреда Шраєра, його застрелив шарфюрер SS Фрідріх Денґ (Friedrich Dengg), який також опікувався долею Бруно Шульца і був, на думку Шраєра, “добрим гестапівцем”. (див.: “Requem. Alfred Schreyer i Abraham Schwartz…”, 145).

[12] Ліквідація Янівського табору почалася у листопаді 1943 року. Див. спогади 12-річної дівчинки Яніни Гешелес, що перебувала у цьому таборі, з якого її викрала польська підпільна група Борвича.

[13] з нім. «Можливість того, що вона не єврейка, виключається». [Прим. Ред.]

  Звертаємо вашу увагу: через зміни в структурі сайту, цей матеріал перенесено у рубрику "Шафка з документами", де ви також знайдете інші джерельні матеріали - рідкісні архівні документи, спогади, щоденники і свідчення очевидців подій...

 

 

 

 

 

 

Книжкова полиця

Кравець Данило. За Збручем: західноукраїнська громадсько-політична думка про радянську Україну (1920–1930-ті рр.): монографія. – Львів: Львівська національна наукова бібліотека України ім. В. Стефаника, 2016. – 297 с. Кравець Данило. За Збручем: західноукраїнська громадсько-політична думка про радянську Україну (1920–1930-ті рр.): монографія. – Львів: Львівська національна наукова бібліотека України ім. В. Стефаника, 2016. – 297 с.
 

Нас підтримують:

Підтримка сайту відбувається
у рамках Програми дослідження сучасної історії України
ім. Петра Яцика
Канадського Інституту Українських Студій (Університет Альберта)
при співучасті Львівського національного університету
імені Івана Франка
та Українського Католицького Університету

Jacyk

Знайдіть нас у Facebook

Ukraina Moderna (Lviv, Ukraine) 
facebook.com - uamoderna
Будь ласка, надішліть нам запит дружби!